Wolsztynianin z rodziną pływa po Karaibach katamaranem! [ZDJĘCIA]

Jakub Czekała
Jakub Czekała
Archiwum prywatne syrybka.pl
Udostępnij:
Od września 2022 wracają do pracy, a ostatnie 3 lata spędzili na Karaibach i Bahamach, pływając katamaranem! Krzysztof Rybicki pochodzi z Wolsztyna. Tu się urodził, tu mieszka jego rodzina. W Wolsztynie dorastał, ukończył szkołę zawodową, uczył się fachu w zawodzie mechanik - kierowca pojazdów samochodowych i terminował w zakładzie mechaniki pojazdowej p. Kazimierza, a później Mariusza Prządki. I wyjechał - choć, jak wspomina – Wolsztyn odwiedza kilka razy do roku.

Krzysztof jest kapitanem samolotów typu Airbus A 320, od 7 lat lata na samolotach Wizzair’a, wcześniej był pilotem samolotów typu Embraer E170, E175 i E195 w PLL LOT, a jeszcze wcześniej były: Pilatus PC12, Mewa M20/Piper Pa34-220, Pa31-350 i inne. Spędził tysiące godzin w powietrzu.  Poza lataniem, jest również nauczycielem edukacji wczesnoszkolnej i resocjalizacji z 5-cio letnim stażem i czeladnikiem w rzemiośle mechanik pojazdów samochodowych – jakaś pamiątka po dorastaniu jednak została.

I o ile już sama w sobie pasja latania jest bardzo ciekawa, to poniższy materiał nie będzie o przygodzie pana Krzysztofa z lotnictwem pasażerskim – choć i takiego artykułu w przyszłości nie wykluczamy – dziś będzie o pasji, o dążeniu do celu, o spełnianiu marzeń, o… życiu na wodzie. Dosłownie. Pan Krzysztof wraz z żoną i dwójką dzieci od dwóch lat realizuje ogromne marzenie – pływa po Karaibach! Rodzina poznaje tamtejsze zwyczaje, ludzi, kulturę. Coś, o czym być może wielu marzy, oni po prostu realizują. Poznajcie to wyjątkową historię!

Miłość do pływania była u naszego bohatera nawet większa niż do latania. To właśnie na wodzie poznał swoją wybrankę serca:

- Poznaliśmy się na Morzu Bałtyckim. Znalazłem w internecie reklamę rejsu pod hasłem „Majówka na Bałtyku na dużym jachcie”, który organizowała i prowadziła Gosia. Zapisałem się… Na kolejnym rejsie byliśmy już parą…  a potem wszystko szybko się działo - ślub, wesele, mieszkanie, pierwsze dziecko, za 3 lata drugie. Najpierw osiedliliśmy się w Warszawie, potem w Gdyni, od 6 lat mieszkamy w Bąkowie pod Gdańskiem – wspomina.

Wolsztynianin z rodziną pływa po Karaibach katamaranem! [ZDJĘCIA]

Wybranka serca pana Krzysztofa, a więc Gosia pochodzi z Dolnego Śląska. Jest Kapitanem Jachtowym i Instruktorem Żeglarstwa, od ponad 12 lat prowadzi własną Szkołę Żeglarstwa “Talar Jachting”, a z żeglarstwem związana jest od 12 roku życia. Rodzinę uzupełniają dzieci – Staś oraz Ania.

Jako, że zarówno Krzysztof, jak i Gosia kochali morze, oboje pływali i powoli zaczęli zarażać tą miłością dzieci. Pływając na mniejszym jachcie po Morzu Śródziemnym, poznawali wszystkie aspekty bycia armatorem.

- Ania miała 6 tygodni na swym pierwszym rejsie, Staś – 8 - wspomina pan Krzysztof.

Aż w końcu postanowili zrealizować przygodę życia. Podjęli decyzję i zaczęło się.

- Zawieszamy nasze działalności, sprzedajemy nieruchomości i samochód. Jacht kupiliśmy już rok wcześniej (i testowaliśmy przez cały poprzedni karaibski sezon), załatwiamy nowe paszporty, wizy, szczepienia, dentystę, przedszkole, szkołę, zapasowe żagle, kasę (odkładamy już od kilku lat), kupujemy nowe panele słoneczne, łańcuch kotwiczny, lekarstwa, mapy, locje, sztormiaki, zapasowe części do silników i agregatu i innych elementów jachtu, dodatkowe plottery, zamrażarkę i wiele, wiele innych… Lista spraw do załatwienia przed wyjazdem się nie kończy – wspomina.

W maju 2017 roku po wielomiesięcznych poszukiwaniach – kupili na Karaibach wyprawowy jacht – katamaran Leopard 45. Nazwali ją s/y Rybka, a portem macierzystym stał się polski Hel (to na cześć miejsca gdzie się poznali i gdzie brali ślub). Sam sprzęt to wygodny katamaran – posiada 4 kabiny z toaletami, przestronny salon i kokpit, a także podwójną siatkę na dziobie (świetne miejsca do zabawy dla dzieci, czy oglądania delfinów), pralkę, lodówkę i zamrażarkę, pełne wyposażenie bezpieczeństwa, nawigacyjne, kambuzowe, p.poż, panele słoneczne, radar, AIS, SSB, Pactor Modem do odbioru map pogodowych na pełnym morzu, kilka GPS’ów, zapasowy plotter.
Ma również ponton z twardym dnem z silnikiem zaburtowym, butle do nurkowania, grill gazowy, narty wodne, kajaki, czy wielki dodatkowy żagiel typu Parasailor – skrzyżowanie spinakera i paralotni.

- Przepłynęliśmy wówczas z St. Maarten do Trynidadu, gdzie s/y Rybka bezpiecznie przeczekiwała sezon huraganów na lądzie. My wróciliśmy do domu i szykowaliśmy kolejne wyprawy – dodaje nasz rozmówca.

W październiku 2018 roku rodzina wróciła do Trynidadu i po kilkutygodniowych przygotowaniach – ruszyła w rejs - na penetrację Wysp Karaibskich.

- Przepłynęliśmy Karaiby od Trynidadu po Antiguę i Barbudę. Odwiedzaliśmy lokalnych znajomych poznanych w poprzednich rejsach, dopływaliśmy do naszych ulubionych karaibskich zakątków i odkrywaliśmy nowe, przepiękne miejsca. I przede wszystkim… spędzaliśmy wspaniale czas w gronie przyjaciół, znajomych i rodziny,  którzy nas licznie odwiedzali przez cały sezon – śmieje się.

I tak to się właśnie wszystko zaczęło. Trynidad, Grenada, St. Vincent i Grenadyny, St. Lucia, Martynika, Dominika, Gwadelupa, St. Barths, St. Martin, Bahamy… bez absolutnych ograniczeń. Wszędzie tam gdzie się da, gdzie jeszcze nie byli. Na katamaranie żyją, gotują, czy choćby pieką chleb. Pamiętają też o edukacji dzieci – by te nie miały braków w szkole, do której przecież wkrótce wrócą.

Dodać tu należy, że równolegle z początkami wyprawy życia, pani Małgorzata założyła bloga podróżniczego, gdzie opisuje i pokazuje, jak wygląda życie polskiej rodziny na Karaibach, na katamaranie, z dala od miejskiego zgiełku. Blog można znaleźć pod adresem syrybka.pl (nazywa się tak samo jak katamaran). Strona jest na bieżąco aktualizowana i można tam znaleźć wszystko co potrzebne, by choć wirtualnie poczuć to, co pan Krzysztof z rodziną przeżywają na żywo. Jest także Facebook/syrybka, a także kanał - youtube.com/syrybka

Historie, które się tam pojawiają, są ciekawe, jak choćby ta o złowieniu… rekina.

- Żeglując z Dominiki na Barbudę, niedaleko Antigua – nagle kołowrotek zarzuconej wędki zaczął szybko tyrkotać. Akcja rozpoczęła się bardzo szybko. Pan Krzysztof stanął przy wędce, syn Staś pobiegł po młotek, podbierak i hak, foka zrolowaliśmy żeby zmniejszyć prędkość i czekamy… wędka w rękach naszego Robinsona Crusoe (pan Krzysztof)… ryba walczy! Po 15 min walki widzimy, że coś dużego wyskakuje ponad powierzchnię wody i cieszymy się! Ależ to będzie duża ryba. Po 30 min walki ryba w końcu męczy się i wychodzi na powierzchnię tuż przy burcie naszego jachtu/ Okazuje się naszym oczom rekin! Złowiliśmy rekina! Ależ to był szok! Pierwszy raz w życiu złowiliśmy rekina! Wg encyklopedii – był to żarłacz karaibski. Tak nam się wydaje - miał ponad 1,5m długości - to na pewno… i… wypuściliśmy go – wspominają.

Taki ciekawych historii, takich wspomnień rodzina ma dużo więcej. O części z nich można przeczytać, część opisana nie została, a część – dopiero przed nimi. Gdy na początku sierpnia kontaktowaliśmy się z panem Krzysztofem, ten mówił nam, że obecnie znajdują się na Martynice,a z końcem tygodnia płyną na Grenadę.

- Tam spędzimy sezon karaibskich huraganów. W grudniu planujemy popłynąć na Trynidad i Tobago a stamtąd przez Sint Maarten na Bahamy. Później w zależności od sytuacji albo Floryda albo Amerykańskie Wyspy Dziewicze i już niestety przyjdzie czas na sprzedanie jachtu, bo chcemy wrócić już w przyszłym roku na wakacje, a ja wracam do pracy od 1 września – kończy.

I choć jedna przygoda życia się skończy, to zapewne rodzina już myśli nad kolejną wyprawą! Na naszym portalu wolsztyn.naszemiasto.pl zapraszamy do obejrzenia obszernej galerii zdjęć z karaibskiego życia pana Krzysztofa i jego rodziny!

Media obecne terenie przygranicznym. Znamy zasady.

Wideo

Dodaj ogłoszenie